poniedziałek, kwietnia 13, 2009

Kolor owy nie szałowy

Kaskada, główna atrakcja Yerevanu, początkowo budowana z okazji 50. rocznicy sowieckiej Armenii. Po upadku ZSRR trzeba było znaleźć nowy pretekst do kończenia monstrualnej budowli (planowo w 2010).

Kafejka internetowa na stacji metra.

Ormianki kolorują otoczenie krwisto-czerwonymi szminkami i ubraniami prawie markowymi.

W lokalnym barze pojawił się szczur. Klientela bez mrugnięcia okiem podniosła nogi do góry i kontynuowała picie wódki zagryzanej ogórkiem.


Dziwny to kraj, do którego już dotarł Armanii, ale kolory ciągle mają problem żeby przekroczyć jego granicę. Powodów do tego Armenia ma aż za dużo. Z Zachodu zamknięta granica z Turcją, ze Wschodu z Azerbejdżanem. Można "bezproblemowo" dostać się tam z zaprzyjaźnionego Iranu, ale brak granicy z Rosją uniemożliwia bezposredni kontakt z drugim sojusznikiem. Co więcej, jesli ktos z Armenii chce dostac się do kraju Wielkiego Brata, musi jechać najpierw do Gruzji (która ma zamknięte przejscie z Rosją), stamtąd do Azerbejdżanu i w końcu na ziemie rosyjskie. Kaukaz to labirynt, a odnalezienie się w nim przekracza wszelkie granice.
Polityka Armenii w stosunku do kolorowych turystów też nie jest zbyt różowa. Wiza kosztuje 50$, przy wyjeździe drogą powietrzną trzeba zapłacić prawie drugie tyle "podatków". W przeciwieństwie do Gruzji, która nie wymaga od nas żadnych haraczy.

Dla takich ukrytych w górach skarbów się tu przyjeżdża. Chodzą słuchy, że w Armenii są też nieodkryte złoża diamentów.

Vilija z Litwy, wolontariuszka European Voluntary Service, która pracuje ze starszymi ludźmi i w sierocińcu w Yerevanie, narzeka też na inny problem.
-Przed przyjazdem do Armenii myslałam, że ten kraj potrzebuje pomocy i tak też się okazało na miejscu. Ale ciężko pomóc komus, kto tej pomocy nie chce i nie chce się zmieniać.
Szaro, sowiecko buro i ponuro - takie wrażenie ma się zwiedzając Yerevan. Dodać do tego jeszcze 'biednie' i można wyobrazić sobie ormiańskie wsie. Ale nie można zapomnieć też o przysłówku 'pięknie', 'zielono' i 'tajemniczo', gdy wyjedzie się poza miasto. A i w samej stolicy wystarczy zmienić nastawienie, pójsć na bazar, napić się taniej wódki i zmienić kolor widzenia.
Laura z EVS ujęła to w ten sposób:
- Kiedy przyjechałam do Yerevanu, ok, wydawało się ponuro. Ale kiedy odwiedziłam Tbilisi i porównałam te miasta, pomyslałam, że jest naprawdę źle. A później własnie przyszło mi do głowy, że Yerevan jest przez to... wyjątkowy. Bo ile jest stolic, które mogłyby się reklamować pewnie tylko przez wiele odcieni szarosci?

niedziela, kwietnia 12, 2009

czwartek, marca 26, 2009

Gdzie mieszka Giorgio z Armenii?

Nasza gruzińska rodzina skompletowana w połowie.

Yerevan, bloki w centrum stolicy Armenii wołają o pomoc.

Typowa kamienica Starego Miasta w Tbilisi.

Domy uchodźców z Osetii Południwej i Abchazji niedaleko Gori (tam urodził się Stalin).

Wynik "trzymających za mordę" rządów ZSRR - wsród piękna gór, brzydota bloków z wielkiej płyty.

Często wyobrażam sobie, że domy nie mają scian i można podglądać mieszkańców jak małych ludzików z klocków lego. I choć każdy robi to w innym stylu, tak naprawdę mainstream robi absolutnie te same rzeczy - każdy spi, je, pierze skarpetki i traci cierpliwosć do dzieci, ogląda telewizję, podsłuchuje sąsiadów i kradnie im internet, uprawia sex i rosliny doniczkowe.
Taki zgeneralizowany obraz można mieć w krajach, które mieszczą nam się w głowie. Czy Kaukaz się miesci? Jest wprawdzie mały, ale jednak trochę niepojęty.

Dom w skali mikro jest częst odzwierciedleniem domu w skali makro, czyli państwa. W Gruzji tak jest i nie jest.
Niektórzy żartują, że w każdym gruzińskim domu jest broń i pianino. Kiedy zadomawiamy się w mieszkaniu naszych couchsurfingowych hostów, Roberto i Eki (oboje artysci), stwierdzamy, że cos w tym musi być. Energia ich dwóch uroczych córek jest bronią masowego rażenia, a w tle słuchamy na żywo preludiów Chopina.
-Gruzini to artysci, dlatego mają tyle problemów.
Roberto studiował fizykę i był jednym z ostatnich, którzy mieli tę możliwosć. Tak jak i wiele scisłych kierunków i ten został zamknięty ze względu na brak chętnych.

On pochodzi z Armenii, jego żona z Abchazji, a ich przyjaciel domu, Renat, z Azerbejdżanu. Taka mieszanka W Gruzji nie jest rzadkoscią, choć
-Kiedy byłem mały na podwórku bawiły się dzieciaki kilkunastu narodowosci i ludzie żyli w zgodzie, na ulicach było życie- mówi Renat.
A później upadek Związku Radzieckiego uaktywnił zapalnik bomby zegarowej. Każdy chciał mieć swoje państwo i każdy skrawek pięknej ziemi Kaukazu był powodem do walk. Oprócz konfliktów etnicznych, nacjonalistyczne rządy, których ciężko nie mieć gdy kolejne obszary tworzą autonomie (Abchazja i Adżaria), a jeden (Osetia Południowa) jest okupowany przez Rosjan. Którzy to czasem byli mediatorami, dla niektórych są teraz nawet powodem do nostalgii, ale łączą też, z jednej strony (o ironio) językowo, a z drugiej i przede wszystkim, w poczuciu posiadania wspólnego wroga.

Weźmy głupi przykład Eurowizji, która oprócz tandentej muzyki pokazuje też narodowe sympatie. Tegoroczna impreza ma odbyć się w Rosji. Gruzja po początkowej odmowie uczestnictwa, zgłosiła jednak piosenke o tytule "We Don't Wanna Put In". Szybko została zdyskwalifikowana za upolitycznianie imprezy, a autor i wykonawca utworu, niejaki Stefane, wcale nie zaprzeczył, że jest skierowana przeciwko Putionowi...

Gdyby usunąć sciany domów w skali makro na Kaukazie, czyli granice państw, byłoby tam wszystko. Kilkanascie narodowosci (gdy doda się mieszanki niektórzy piszą o ponad 100 narodach), chrześcijaństwo w kilku obrządkach, islam sunnicki i szyicki, buddyzm i trzy główne grupy językowe - ałtajska, iberokaukaska i indoeuropejska.
Wojciech Górecki nazwał Kaukaz "całym swiatem, całą planetą", a Wojciech Jagielski "dobrym miejscem do umierania".

Wchodząc do mieszkania Roberto i jego rodziny i zamykając za sobą drzwi, z przyjemnoscią grzejemy się przy piecyku i jedząc owsiankę i gruzińskie smakołyki rozmawiamy do późna w nocy.
Gdybym bawiła się klockami lego, to byłoby własnie tak, jak ustawiłabym je w domu.