Duuużo wyjazdów, dużo przeżyć. A pomiędzy wciąż Warszawa i Polska, którymi cieszę się coraz bardziej. Dużo rodziny, znajomych, rowerów, drobnych przyjemności i małej stabilizacji. Wspominki z wyjazdu do Chin zostawiam sobie na jesienne wieczory, a na razie, parafrazując Przyborę piszącego do Osieckiej: w tramwajach znów tłok, jajka zdrożały, a lato toczy się ku szczęśliwemu finałowi.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rower. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rower. Pokaż wszystkie posty
sobota, października 01, 2011
poniedziałek, lipca 18, 2011
Bosko w Oslo
Jeeeny, co się bierze na Arktykę? Mieszkanie wygląda jakby wpadła do niego torpeda, wygrzebuje jakieś ciepłe ubrania, ale jak to sobie chociaż wyobrazić kiedy w Warszawie za oknem 25 stopni na plusie? Jak zwykle w niedoczasie i w stresie - że jestem nieprzygotowana mentalnie i psychicznie, za mało jeszcze przeczytałam o Spitsbergenie i klimacie, o którym będą nas tam uczyć na Arctic Climate Training. No i ludzie - kto to będzie i na kogo będę skazana przez ponad tydzień w odcięciu od świata? Czy sama dam radę?
W całym zamieszaniu zapomniałam, że przecież mam jeszcze dwa dodatkowe dni na zwiedzanie Oslo. Znajomi mówili, że to i tak nuda, więc planowałam, że się tam po prostu w końcu wyśpię. Jak zwykle wyszło inaczej - spanie przełożone o kolejne "później" (które trwa do dzisiaj).
Oslo to po prostu inny poziom. Poziom rozwoju, estetyki i kultury. Rzadko czuję się jak osoba z Europy Wschodniej, ale tam, mimo że ludzie pytają się mnie o drogę, bo wtapiam się wizualnie, w głowie myślę: ile nam (Polakom) jeszcze potrzeba czasu żeby przekonać się, że bogactwem jest życie zgodnie z naturą, klasą minimalizm, a bezpieczeństwem dostępna dla wszystkich przestrzeń publiczna?
Bardzo blisko centrum Oslo na Bygdoy spotykam konie, krowy, owce i gubię się na rowerze w lesie. Wioska nie wioska to właśnie tu są najdroższe posiadłości, które wyglądają bardziej jak z katalogu Ikei niż Elle Decor.
Podobnie zamieniam się w słup soli w Parku Rzeźby Vigeland. Na 80 akrach 212 rzeźb nagich postaci realnych kształtów w brązie, granicie i kutym żelazie. Różne skojarzenia przychodzą do głowy. Jest to i piękne i dziwne - ale może o to chodzi, bo figury mają po prostu symbolizować życie. Do dziś park budzi kontrowersje, a autor rzeźb Gustav Vigeland przez niektórych oskarżany jest o zwykłe wyuzdanie. Sama realizacja trwała ponad 20 lat i zakończyła się już po śmierci Vigelanda w 1943 r. Pewne jest to, że to jedna z największych atrakcji turystycznych w Norwegii i rewelacyjny park czynny całą dobę każdego dnia w roku, gdzie można uprawiać sport, rozpalić grilla i leniuchować w towarzystwie figur zatrzymanych w różnych - mniej lub bardziej wymyślnych - sytuacjach.
Ktoś powie- no tak, ale oni mają ropę i płacą ogromne podatki, to wszystko wyjaśnia. Z tym, że poziom PKB nie pokrywa się zazwyczaj ze Wskaźnikiem Rozwoju Społecznego (HDI). A w Norwegii prawie idealnie (4. miejsce pod względem PKB, 1. miejsce w rankingu HDI). No i spróbujmy wyobrazić sobie, że w Polsce odkryte zostają duże złoża ropy. I teraz zarządzanie nimi... no właśnie.
Pewnie te moje zachwyty osłabłyby po dłuższym pobycie. Na pewno kiedy nie ma lata, dnia do północy, jest zimno i ciemno, to może być w Oslo nudno i ciężko. W końcu całe miasto zwiedziłam na rowerze w ciągu dwóch dni, a Ibsen i Munch nie byli zbyt pozytywnie nastawieni do życia. Z tym, że nuda w takim otoczeniu to sama przyjemność i o spaniu po prostu całkiem zapomniałam.
W całym zamieszaniu zapomniałam, że przecież mam jeszcze dwa dodatkowe dni na zwiedzanie Oslo. Znajomi mówili, że to i tak nuda, więc planowałam, że się tam po prostu w końcu wyśpię. Jak zwykle wyszło inaczej - spanie przełożone o kolejne "później" (które trwa do dzisiaj).
Oslo to po prostu inny poziom. Poziom rozwoju, estetyki i kultury. Rzadko czuję się jak osoba z Europy Wschodniej, ale tam, mimo że ludzie pytają się mnie o drogę, bo wtapiam się wizualnie, w głowie myślę: ile nam (Polakom) jeszcze potrzeba czasu żeby przekonać się, że bogactwem jest życie zgodnie z naturą, klasą minimalizm, a bezpieczeństwem dostępna dla wszystkich przestrzeń publiczna?
Bardzo blisko centrum Oslo na Bygdoy spotykam konie, krowy, owce i gubię się na rowerze w lesie. Wioska nie wioska to właśnie tu są najdroższe posiadłości, które wyglądają bardziej jak z katalogu Ikei niż Elle Decor.
W, a może raczej "na", Oslo Opera House spędzam zachwycona jakieś dwie godziny. Z daleka wygląda jak otulona śniegiem, a to budynek z białego granitu, szkła i drewna, który można obejrzeć i podejść z każdej strony. Dach jest nie tylko deptakiem z widokiem na miasto, ale i przestrzenią dla desko rolkarzy. I nie ma, że w takim miejscu nie wypada. Budynek opery zaprojektowało biuro architektoniczne Snøhetta, zdobył wiele nagród, m.in. Misa von der Rohe w 2009 r.
Kawa też poraża. Ceną. Jak i wszystko w Norwegii. Dla Polaka jest tam po prostu kosmicznie drogo. Wszystko ma co najmniej 5-krotne przebicie. Piwo w knajpie 35-40 zł. Piętnastominutowy przejazd kolejką z lotniska do centrum, to ok. 100 zł. Jeść na mieście nawet nie próbuję, szczęśliwie Tomek, u którego nocuję, mnie dokarmia. W zestawieniu Big Mac Index Norwegia jest drugim najdroższym krajem na świecie z ceną ok. 30 zł za zestaw. Ale kiedy popatrzy się na iPod Index, wychodzi, że wystarczy pracować tylko 10 h żeby kupić cacko Appla w wersji nano. Kalkulacja jest prosta - bycie turystą w Norwegii jest horrendalnie drogie, ale życie tam bardzo wygodne. Zorientowali się w tym zresztą szybko Polacy - jesteśmy tam drugą największą mniejszością po Szwedach.
I nie słychać jakoś skarg naszych rodaków na obowiązujące zasady u Norwegów - przede wszystkim zrównoważony rozwój w każdym aspekcie życia. Mimo że Norwegia jest przecież bogata w ropę, ceny benzyny są bardzo wysokie. Za to często pod oknami widać ładujące się nocą elektryczne samochody (naładowanie baterii kosztuje ok. 3 euro), używane na coraz większą skalę. A tym władze zapewniają darmowe parkowanie w miastach i jazdę pasem dla autobusów.
Nie wiesz jak napisać testament albo założyć firmę w Norwegii? Wystarczy zajrzeć na http://www.norway.no/oss/, gdzie zasady życia publicznego udało się zebrać na jednej stronie internetowej. W razie kiedy FAQ nie wystarcza, można zadzwonić na obywatelską infolinię. Istnieje też narodowa baza danych, dostępna dla wszystkich, w której można sprawdzić dane każdego obywatela – gdzie mieszka i pracuje, ile zarabia i jak można się z nim skontaktować. Kiedy młody absolwent idzie na rozmowę kwalifikacyjną o pracę nie negocjuje płacy, bo i tak wie, ile będzie zarabiał. Wie też ile zarabia jego szef i sąsiad – i nikt nie widzi w tym problemu.
Ktoś powie- no tak, ale oni mają ropę i płacą ogromne podatki, to wszystko wyjaśnia. Z tym, że poziom PKB nie pokrywa się zazwyczaj ze Wskaźnikiem Rozwoju Społecznego (HDI). A w Norwegii prawie idealnie (4. miejsce pod względem PKB, 1. miejsce w rankingu HDI). No i spróbujmy wyobrazić sobie, że w Polsce odkryte zostają duże złoża ropy. I teraz zarządzanie nimi... no właśnie.
Pewnie te moje zachwyty osłabłyby po dłuższym pobycie. Na pewno kiedy nie ma lata, dnia do północy, jest zimno i ciemno, to może być w Oslo nudno i ciężko. W końcu całe miasto zwiedziłam na rowerze w ciągu dwóch dni, a Ibsen i Munch nie byli zbyt pozytywnie nastawieni do życia. Z tym, że nuda w takim otoczeniu to sama przyjemność i o spaniu po prostu całkiem zapomniałam.
poniedziałek, kwietnia 11, 2011
kryzysk
Cierpiąc na niedobór światła i ciepła zimą, łatwiej wracać do przeszłości, ciężej żyć aktywnie czasem przyszłym. Zanim więc nastąpi całkowita jasność i kolejne plany, muszę zdążyć wrócić do Aten i Kopenhagi, gdzie byłam przez moment w listopadzie i grudniu zeszłego roku.
Któż to nie słyszał, że Grecja jest na sprzedaż i każdy będzie mógł sobie pojechać na swój kawałek wyspy, na której Posejdon i Amfitryta zapewniają morską bryzę a Dionizos polewa wino? Kryzys sprawił, że do podróżowania wkradło się wiele legend i mitów.
Bilety lotnicze i inne jakoś nie zachęcają do napędzania turystycznej konsumpcji. Ceny ropy w 2008 r. zabiły kilkadziesiąt linii lotniczych, później zaciskanie pasa turystów i ograniczanie latania zmusiło przewoźników do cięcia kosztów gdzie się da. Nawet jeśli teraz wydaje się niektórym, że to koniec oszczędzania, to chwilka głębszej analizy i widać, że ceny może i podobne, ale otoczka całkiem inna. Choćby to, że nie tylko biletów i połączeń jest mniej, ale np. że coraz częściej biletów nie można zwracać, na pokładzie trzeba płacić nawet za wodę i odprawa na lotnisku też nie jest darmowa.
Niektórzy mówią kryzys, a inni powiedzą: optymalizacja nieracjonalności, koniec orgii. W końcu według starożytnych Greków nasza planeta powstała z Chaosu i to z niego powstali pierwsi bogowie: Uranos - Niebo i Gaja - Ziemia.
Ciekawość tylko czy starożytni Ateńczycy zebrani wokół agory nie skazaliby na ostracyzm współczesnych Greków, którzy próbują niby ogarnąć chaos i zawieruchę kryzysu. Atena, bogini mądrości, jakoś im nie pomaga.
Zygmunt Bauman powiedział, że demokratyczna polityka nie przetrwa zbyt długo w obliczu bierności obywateli wynikającej z ich politycznej ignorancji i obojętności. Nadmierna aktywność może doprowadzić do kolejnego absurdu. Bo kiedy ateńczycy strajkują niemal codziennie w centrum miasta, komunikacja nie działa nawet na obrzeżach. Justyna, która była tam na wymianie studenckiej (i którą odwiedziliśmy), musiała przyzwyczaić się, że jeśli w weekend wypada w Grecji święto, nikt nie pracuje i nie studiuje przez kolejnych kilka dni. I przeciw temu nikt nie strajkuje. Nieróbstwo jest luksusem i musi skończyć się dziadowaniem.
Strajki stoczniowców w centrum stolicy Grecji, listopad 2010.
Dzielnica Plaka w centrum Aten.
Jakiż to inny obraz od tego w Danii, która też ciągle walczy z bezrobociem. Znajomi, którzy pracują w Kopenhadze zdradzają, że każdy Duńczyk może wziąć sobie jeden wolny dzień bez usprawiedliwienia. Jak często w teorii? Co tydzień. Jak często w praktyce? W wyjątkowych sytuacjach.
Porządek w kopenhaskiej w piekarni.
Ostatnio w Kopenhadze strajkowali kierowcy autobusów przeciwko cięciom świadczeń emerytalnych. Podejrzewam, że nie odbiło się to mocno na wygodzie życia w mieście, bo i tak większość zapełnia stojaki i ścieżki rowerowe, nawet w mrozie i kiedy strajków nie ma. A z ciekawostek mandatowych, to mniej płaci się w Danii za jazdę na rowerze po pijaku niż za brak światełka przy jednośladzie.
Za to kierowcy metra w Kopenhadze nie strajkują, bo… w metrze nie ma kierowców.
Po powrocie z Danii miałam wrażenie, że oni są mentalnie na takim poziomie, że jeszcze kilka razy musimy wyjść z kryzysu żeby doczekać się takich zysków. Spokój, ale zaangażowany, który mają Skandynawowie, u nas jest ignorancją. Polakom nie chce się nawet głosować w wyborach, a co dopiero wychodzić na ulicę. Klikamy czasem "popieram" lub "nie dla..." na Facebooku albo krzyczymy do telewizora. A najchętniej wyjeżdżamy z kraju, bo przecież temu dziadostwu nic i nikt nie pomoże. Niezrozumiałym dla naszej mentalności może być taki obrazek, na którym Duńczycy przy temperaturze -10 wychodzą na ulicę żeby demonstrować przeciwko zanieczyszczaniu środowiska...
Ta atmosfera zapewniła nawet brak podróżniczego dziadowania podczas grudniowego pobytu w Danii. A o co chodzi z tym dziadowaniem wiedział już Hermes, bóg podróżników, złodziei i kupców.
Niestety jestem już na etapie, że czuję różnicę pomiędzy podróżowaniem kiedy ma się dużo i mało czasu, vide jako student i osoba pracująca. Dla przeciętnego studenta, który ma mało pieniędzy i dużo czasu historie, że "udało nam się wejść do muzeum bez biletu" są powodem do dumy (tu się cieszy Hermes bóg podróżników i złodziei).
Niestety jestem już na etapie, że czuję różnicę pomiędzy podróżowaniem kiedy ma się dużo i mało czasu, vide jako student i osoba pracująca. Dla przeciętnego studenta, który ma mało pieniędzy i dużo czasu historie, że "udało nam się wejść do muzeum bez biletu" są powodem do dumy (tu się cieszy Hermes bóg podróżników i złodziei).
Jednak dziadowania jako człowiek klasy pracującej uniknąć się nie da, chociaż nie jeździ się już z Pasztetem Podlaskim i zupkami Vifona pod pachą (tu się pręży Hermes bóg podróżników i kupców).
Dziada pracującego poznać można po tym, że na imprezie zasypia koło północy, rano musi zrobić makijaż i coraz bardziej nieswojo czuje się w biednych dzielnicach i obcych łóżkach. Jak też: upija się jednym piwem (zysk), czasu ma mniej (strata), więc spieszy się przy zwiedzaniu (strata), ale dzięki temu jest bardziej efektywny (zysk) lub właśnie pitoli pośpiech, bo bez przespania 7 h nie da rady (zysk-strata). W skrócie, człowiek pracujący z podróżnika- "złodzieja" staje się podróżnikiem- "kupcem". I ma to swoje i zyski i straty.
Na szczęście w praktyce nie trzeba się jeszcze tym specjalnie przejmować i nawet w Atenach przetestowaliśmy nocne życie. Szczególnie, że sprawdziła się tam teoria Agat, że im pozornie brzydsze miasto tym lepsze kluby.
W dzielnicy Gazi knajpy pełne, wszyscy piją, ludzie świetnie ubrani, wyśmienici DJ-e. Brakuje tylko jednego dość kluczowego elementu dobrych imprez - nikt nie tańczy. Jak można marnować takie świetne dźwięki? Gdzie się podział bóg zabawy Dionizos? W końcu pytamy o to ludzi.
W dzielnicy Gazi knajpy pełne, wszyscy piją, ludzie świetnie ubrani, wyśmienici DJ-e. Brakuje tylko jednego dość kluczowego elementu dobrych imprez - nikt nie tańczy. Jak można marnować takie świetne dźwięki? Gdzie się podział bóg zabawy Dionizos? W końcu pytamy o to ludzi.
- Nie wiem... może to kryzys?
A może po prostu najbardziej zabawowi bogowie greccy przenieśli się do Danii.
Po powrocie z kraju w kryzysie na pewno zyskuje perspektywa życia w Warszawie. Gorzej jest jednak wrócić z takiej Kopenhagi - ciężko nie być później w depresji. Na szczęście po to w życiu jest zamęt, żeby na nim zyskać.
Subskrybuj:
Posty (Atom)