W kraju, w któym Bożego Narodzenia się nie obchodzi też można złapać poirytowanie na marketerów, że to jeszcze za wcześnie żeby Frank Sinatra przypominał, że białe święta tuż, tuż. Sprawdzone miejsce do pracy, z cichą muzyką i strefą bez papierosów, to Starbucks, przyznaję bez bicia.
W ofercie świąteczna kawa. Świąteczna po chrześcijańsku, choć może patrząc na komercjalizację świąt, lepsze będzie określenie ‘po zachodniemu’. Na kubku choinki, gwiazdki i gołębie.
Podczas stukania w klawiaturę dosiada się do mnie facet z dziwnie błyszczącymi oczami, wręczając mi kolorową książeczkę. Podekscytowanym głosem pełnym uniesienia zaczyna opowiadać o Bogu nie zapominając, że pantomima to język uniwersalny. Świadkowie Jehowy wszędzie są tacy sami.
Obok obściskuje się para trzydziestolatków, a niedaleko siedzi rodzina z zakrytą mamą w składzie, która rozmawia po angielsku z zaproszoną na kawę koleżanką. Dwóch kolegów czyta razem gazetę z gołą kobietą na ostatniej stronie. 10 metrów dalej siedzi Turek, który intensywnie się na mnie gapi przez godzinę. Wychodzi, a ja mam nadzieję, że nie będzie mnie śledził kiedy wyjdę z lokalu, co czasami się tu zdarza.
Do tych, którzy siedzą na zewnątrz przyczepia się z kolei chłopak sprzedający chusteczki (turecka uliczna specjalność).
Na środku dwie starsze damy, którym operacje plastyczne nie były obce. Zaczynają ze mną rozmawiać i wypytywać o przeróżne rzeczy. Z rozmarzeniem opowiadają o dawnych czasach - jedna jest emerytowaną aktorką, druga modystką. Dlaczego tu przychodzą? Bo wolą drogie latte od taniej i mocnej turkish coffee. Żegnają mnie tuląc i mówiąc: jak dobrze cię tu wiedzieć, zostań na zawsze!
Czy tu jest orient? Jest, ale niedaleko mu do tego w Nowym Jorku. Tylko, że zamiast niezliczonych teatrów off-off-off Broadwayu tu na każdej ulicy jest meczet, a zamiast koncertów ulicznych grajków na nowojorskich ulicach, w Stambule częściej słyszy się śpiewające nawoływania muzułmanów do modlitwy 5 razy dziennie. Na które mało kto zwraca uwagę, bo często zagłuszane są prze Franka Sinatrę, Tarkana albo Timbalanda wyjących z samochodów.
Za tydzień z kolei cała Turcja będzie zabijać owce - zbliża się drugi w roku Bayram. A ja już teraz, w poszukiwaniu orientu i mocniejszego słońca, znikam na ponad 2 tygodnie do Syrii, Jordanu i oby się udało, Libanu.