Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pogoda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pogoda. Pokaż wszystkie posty

czwartek, listopada 27, 2008

Padam - powiedział deszcz do miasta.



Wczoraj 6 stopni i sztorm na Bosforze, dziś 19 i t-shirty na ulicach. Ciśnienie wysokie jak zawsze, podaż adrenaliny w Stambule spotyka się z popytem codziennie, nawet jeśli konsumenci tego nie chcą, a często - szczególnie jeśli tego nie chcą.
Fucka chce się tu pokazać kierowcom i odległościom, bo zmiana lokalizacji to projekt i choć łatwo o jego oddalony w czasie sukces - zmęczenie jest wliczone w koszty. Wyczerpanie często wyznacza rytm Stambułu i jego mieszkańców, ale tak jak obsesyjnie pada tu deszcz (zgadza się, jestem prawie po sesji) - tak jak kałuże szybko znika. Miasto ma mnóstwo pagórków, więc jednak wszystko leci z górki.

poniedziałek, maja 28, 2007

999 hPa


Czy miałeś kiedyś kurwę, którą rżnąłeś w deszczu
i która naprawdę kończyła? – Nie odpowiedziałem jej;
przytuliła się do mnie i powiedziała:
- Powiedz mi, że jestem silniejsza od deszczu
Marek Hłasko, Sowa córka piekarza

Jak ciepły letni deszcz.

piątek, lutego 23, 2007

Czasem słońce, czasem deszcz. Rzym 17-21.02





Przyjaciele, Rzymianie, Rodacy!
Doszły mnie słuchy, że Polanie zdecydowanie za dużo narzekają na swój los. Zarządzam więc, co następuje:
Niech nasi bracia Słowianie mają 20 stopni więcej w zimie. Niech będą w ich stolicy takie uliczki, niech ściany budynków będą w ciepłych kolorach. Niech wino kosztuje tyle samo co woda, a podstawą wyżywienia będą oliwki i ser. Niech mieszkają tam ludzie, którzy przyjmują obcych pod swój dach, dają strawy i dużo pozytywnej energii. Niech da się czasem zjeść trochę lodów za darmo. I nie chodzi tu o chleb i igrzyska, tu chodzi o la dolce vita.

I mówiłem to ja, od którego zaczęło się cesarskie cięcie

Juliusz Cezar

[Ale później nadeszły idy marcowe i mamy kości jakie sami sobie rzuciliśmy]

środa, sierpnia 02, 2006


nyc 19.07.06
Philharmonic at the Central Park...i deszczowy koncert po nim.
IX Symfonia Beethovena w Central Parku pod golym,
wieczornym niebem, choc jak zwykle zamiast gwiazd na koniec byly
fajerwerki (mysle ze jakis przekret jest z tym tutaj, choc juz raz
widzialam wielki woz), a wokol nas kilkanascie tysiecy osob na
kocykach i lezakach jedzacych kolacje i pijacych wino, ktorzy przyszli
glownie po to, ale i tak wszyscy sluchali nowojorskiej orkiestry
symfonicznej, ktorej dyrygent byl bardzo zywiolowy i dowcipny. A nasze
otoczenie najblizsze: dwoch francuskich gejow, dwoch
amerykansko-polskich gejow+polka, niewiadomo kim dla nich bedaca
i jedna heteropara, ktora w porownianiu do tamtych byla najbardziej
obrzydliwa (celowo pisze w liczbie pojedynczej, bo bardzo pragneli
stworzyc jednosc). Ale pieknie bylo. Szczegolnie po koncercie, kiedy
zaczelo niemilosiernie mocno padac i przemoknelysmy do majtek
i wbiegajac do autobusu ludzie wokol uswiadomili nas
swoim smiechem, ze jestesmy niebieskie niczym zupa bridget, bo nasz
kocyk, ktory byl chustka, ktora byla naszym parasolem, puscil farbe. I
pozniej do konca, kiedy juz suszylysmy sie w Starbucksie, gdzie
obslugujacy nas czarnoskory chlopak byl niesamowicie zabawny i tanczyl
robiac kawe, a obok mnie siedziala psychicznie chora 60letnia kobieta
ubrana w seledynowa miniowe i kapcie i widok z okna przedstawial
przemoknietych smieciarzy zbierajacych czarne
worki ze skarbami zapleczy restauracji i rikszarzy, ktorzy bawili sie swoim mokrym pechem,
wiec wtedy, mialam okropna glupawe i nie moglam przestac sie smiac i
myslalam 'new york, new york...'